Espresso z Krzysztofem Żarkowskim
Espresso z Krzysztofem Żarkowskim
z fotografem przyrody i specjalistą od fotografii ptaków rozmawiał Paweł Szpur
Na początek pytanie, które zadaję niemalże wszystkim swoim gościom – skąd taka pasja?
Wszystko zaczęło się bardzo dawno, grubo przed szkołą podstawową. Fotografia pojawiła się wtedy, gdy mój tata w zamian za zwrot gotówki, którą pożyczył, dostał aparat fotograficzny. Urządzenie to niezwykle mnie zaintrygowało i zafascynowało. Nie potrafiłem robić zdjęć, ale sprzęt był dla mnie ciekawy i futurystyczny. Zapisałem się na kółko fotograficzne. Właśnie wtedy nauczyłem się procesu czarno-białego, naświetlania kliszy i robienia odbitek na papierze. Czyli całej pracy w ciemni.
Pracowałeś na fotografii analogowej, a nie jak obecnie, na cyfrowej. Jak możesz opisać te dwa światy?
Dla pokolenia XYZ, czyli ludzi lat dziewięćdziesiątych fotografia analogowa bywa czasem trudna do wytłumaczenia. Ci, którzy zaczęli od fotografii cyfrowej, nawet nie wiedzą, o czym mówię.
Ja miałem aparat na kliszę.
To znaczy, że już liznąłeś tego waloru technicznego. Wtedy to było normatywne, ze kupowało się kliszę, wkładało do aparatu, było trzydzieści sześć klatek, naciąg był. Każde zdjęcie trzeba było przeciągnąć. Migawka na chwilę wpuszczała nam odpowiednią ilość światła, klisza światłoczuła nam to zbierała, później trzeba było to chemicznie obrobić w ciemni.
Właśnie, pracowałeś w ciemni. Możesz w skrócie wytłumaczyć młodym fotografom, na czym to polegało?
Materiał, na którym się pracowało był światłoczuły. Nośnik, czyli błona fotograficzna była bardzo czuła i papier fotograficzny światłoczuły. Czerwone światełko, specyficzny zapach, klimat, powiększalnik. Cała technika polegała na tym, żeby nie naświetlić tych materiałów światłoczułych.
Dziś jest łatwiej?
Dziś jest śmiesznie łatwiej. Ja prowadzę zajęcia z seniorami od wielu lat. Fajnie mi się z nimi rozmawia, bo oni pamiętają te czasy. Dziś zamiast kliszy jest matryca światłoczuła. Jest pewne podobieństwo, ale teraz jest to wiele prostsze. Teraz chemicznego procesu Wasiliewie nie ma. Ja oczywiście opanowałem te techniki. Proces wywoływania slajdów, tak zwane E6, czy innych materiałów zachodnich. Czarno-biały proces był trochę prostszy.
Przejdźmy do twojej specjalizacji. Jesteś też fotoreporterem, ale bardziej interesująca jest twoja specjalizacja. Czy żeby robić zdjęcia ptaków, musisz się jakość specjalnie przygotować? Mam na myśli ubiór, maskowanie?
Ja tym się zajmuję od zgoła 40 lat. Jak sobie tak odejmę, to początek mojego wędrowania twórczego – bo tak nazywam swoje fotografowanie – gdzieś tak przypada. Przez te lata opanowałem rożne techniki maskowania, ukrycia. Opanowałem technikę rozpoznawania głosów ptaków, one mi bardzo wiele mówią. Bo muflony, jelenie, borsuki to jest zupełnie inna para kaloszy, to jest jeszcze trudniejsze.
Czy aby uchwycić ptaka, potrzebny jest jakiś specjalny teleobiektyw? Musi być właściwy moment i miejsce? Można zrobić zdjęcie w locie?
Technika pozwala na wszystko. Cały myk z fotografią przyrody, a w szczególności ptaków, polega na tym, żeby uchwycić coś, co jest jedyne i niepowtarzalne, oryginalne i bardzo dobre technicznie. A to jest arcy trudną sprawą.
Robisz zdjęcia również innym zwierzętom. Czy zrobienie fotografii ptaka, a na przykład większego ssaka, jest podobne czy zupełnie inne? Czy zrobienie zdjęcia konkretnemu zwierzęciu jest zamierzone?
Mój syn, który mnie podgląda, mówi mi, że go to śmieszy. Jak wychodzę rano zapowiadam, że idę robić zdjęcia podróżniczek. Kiedy wracam po dziesięciu godzinach i spotkamy się wieczorem, on zerka na materiał, który zgrywam i faktycznie – tam są podróżniczki. Na przykład patrzę na aurę i czas, robię bociany czarne. Teraz tak to się dzieje, dawniej tego nie było. Teraz wiem, że mam tydzień, żeby zrobić bociany czarne w locie, przed momentem, kiedy zaczną gniazdować. I właśnie tak jest, że o pewnych porach kalendarzowych muszę wleźć na drzewo i siedzieć tak około sześciu godzin, by zrobić zdjęcia.
Czy masz już swoje stale określone punkty, w których robisz zdjęcia? Czy często podróżujesz?
Rożnie jest. Sięgam pod Jawor, pod Kostomłoty, pod zbiornik Mietkowski, gdzie jest cala plejada gatunków wędrownych. To również góry, które przeczołgałem, a nie przeszedłem, bo chodziłem po zakamarkach, a nie szlakami. Eksplorowałem to wszystko pod względem przyrody.
Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Paweł Szpur
W dalszej części wywiadu dowiecie się, kto zamawia zdjęcia u Krzysztofa i do jakich krajów trafiają. Oraz tego, czego nauczyły naszego fotografa zwierzęta. Oglądajcie Studio Espresso na stronie Facebook i YouTube.
