Espresso z Marcinem Szewczakiem
Z organizatorem wielu imprez dla mieszkańców Aglomeracji Wałbrzyskiej, realizatorem projektów w organizacjach pozarządowych rozmawiał Paweł Szpur
Marcinie, jesteś organizatorem wielu imprez, wśród których za najważniejszą możemy uznać „Rajd Hałda”.
Hałda Wiesław, tak dokładnie nazywa się to miejsce. Tak naprawdę ja nie tworzyłem, tylko współtworzyłem ten rajd. Przy tak ogromnym przedsięwzięciu, pracowała cała masa ludzi. Przy końcówce ostatnich paru lat byłem dyrektorem organizacyjnym, czyli wszystkie sprawy typu miejsce i tak dalej, należały do mnie. W tym momencie warto wymienić parę nazwisk: Andrzej Skrzypczyński, Zbyszek Gnypka, Dychę też pozdrawiam. Cała gwardia ludzi tworzyła ten rajd na kilka miesięcy wcześniej. Wspaniała impreza. Szkoda, że już jej nie ma. Nie ma dlatego, że zmieniły się czasy. Zmieniły się regulaminy. Tam było kilka pętli powtarzanych. Teraz Polski Zwiazek Motorowy poszedł w rajdy długodystansowe.
Później była „Pasja, Przygoda, Adrenalina”.
Ale jeszcze kończąc temat Hałdy, wówczas udało się wystartować w takim prestiżowym międzynarodowym Rajdzie Berlin-Wrocław, nazywanym kontynentalnym Dakarem. Udało mi się usiąść jako pilot, nawigator mistrza Polski w klasie samochodów terenowych. Wystartowaliśmy MAN-em, takim siedmiuset konnym dakarowskim.
Ten samochód stał na wałbrzyskim rynku?
Tak, startowaliśmy z wałbrzyskiego rynku. Wracają wspomnienia. Dziękuję Andrzejowi Skrzypczyńskiemu, który wówczas mocno mnie wspomógł, żebym wystartował. Żebym jechał i się nie bał, bo rajd był długi, tygodniowy. I nie taki płaski, że pojeździjmy sobie po Oesach. Zorganizowany, jak to się mówi, „wypisz wymaluj” w systemie dakarowskim.
Jesteś managerem w NGO, czasem realizowałeś kilka projektów naraz. Jak to pogodzić z życiem prywatnym?
To taka ciekawa historia. Bo zrezygnowałem z pracy w urzędzie. I śmieję się do tej pory z żoną, że urzędnik razem z dziennikarzem w tym czasie, bo Arek Czocher był dziennikarzem, rozruszali Forum Aktywności Lokalnej w Wałbrzychu. Może Arek do dziś pamięta, jak na Gdańskiej siedzieliśmy przy jednym stoliku i komputerze. Dłubaliśmy przy pewnym projekcie. Od tego ta przygoda z pozarządówką się zaczęła.
Ile przeprowadziłeś projektów w swoim życiu? Liczyłeś ?
Przeprowadziłeś to też źle powiedziane. To też była praca zespołowa.
Może inaczej. Iloma projektami zarządzałeś?
Praca w organizacjach pozarządowych to praca zespołowa. Jeżeli ktoś mówi, że pracuje sam, to kłamie. Tu ważne jest zbudowanie team’u. Ja w ogóle mam szczęście do fajnych ludzi: czy to jest organizacja pozarządowa, czy urząd (wróciłem!). Natomiast ostatnio musiałem zrobić sobie taką CV-kę. Tak przejrzeć, uaktualnić. Wyszło tych projektów ponad pięćdziesiąt.
Czy dalej posiadasz samochód terenowy? Pasja trwa, rozwija się?
To jest dobre pytanie. Ale nie za dobrze, że je zadałeś. Bo jak żona przeczyta wywiad, to powie, że trzeba zadzwonić do naszego kolegi, bo Land Rover się remontuje (śmiech). Mariusz podlinkuje Ci ten wywiad, żebyś wiedział, że ludzie pytają, gdzie jest Land Rover.
Dość charakterystyczny samochód, widoczny w mieście. Z pewnością przydawał się przy organizacji imprez. Ale oprócz auta, masz teraz fajnego zwierzaka.
Z Land Roverem jest tak, że jak już raz do niego wsiądziesz, to nie wysiadasz. Auto na lata – powiedziałbym. A jeśli chodzi o drugą część pytania…Tak, mam trzyletnią suczkę, Ezrę, rasy owczarek niemiecki. Z racji tego, że współpracuję z grupą Wałbrzysko – Klodzką GOPR-u., jest to pies do poszukiwań terenowych. Jego zadaniem jest odnajdywać zaginionych ludzi.
To jak to się stało, że jesteś współpracownikiem GOPR-u?
Ja zawsze gdzieś z „pozarządówką” żyłem, a GOPR jest stowarzyszeniem, wìęc było nam „po drodze”.
Przy ulicy Poznańskiej.
Dokładnie. Przy ulicy Poznańskiej. Chłopaki i dziewczyny z wałbrzyskiego GOPR-u robią kawał dobrej roboty. Na nich zawsze można liczyć: aktywni, pomocni, serdeczni.
Zgadza się. Sam byłem świadkiem takich działań. GOPR to nie tylko duże imprezy, ale i mniejsze festyny rodzinne, dzielnicowe, na których można się sporo dowiedzieć o bezpieczeństwie.
Musisz pamiętać, że Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oprócz tego, że ratuje ludzi w górach, spełnia funkcję edukacyjną, dzieli się wiedzą. Stąd pewnie takie Twoje spostrzeżenie. Nie uczymy co prawda wspinaczki, ale pierwsza pomoc jest równie ważna. Podobnie, jak świadomość tego, jak należy poruszać się czy zachowywać w górach. Gdy ktoś się zgubi i wie, co należy zrobić w takiej sytuacji, to możemy uznać to za sukces.
Dziękuję za rozmowę.
W dalszej części wywiadu dowiecie się, dlaczego Marcin „przemodelował” swój obecny tryb życia oraz dlaczego współpracuje z GOPR-em w Wałbrzychu.
