Studio Espresso z Roksaną Ślósarczyk

Studio Espresso gościło w Studio Treningowym Fit Metamorfoza. Espresso z Roksaną Ślósarczyk z trenerką personalną, dietetyczką i uczestniczką programu Ninja Warrior Polska rozmawiał Paweł Szpur

Byłaś już gościem w Studio Espresso prawie dwa lat temu. O czym rozmawialiśmy?

Wówczas rozmawialiśmy o mojej nowatorskiej metodzie bungeeFitGym Polska. Był to trening na takich specjalnych elastycznych gumach bungee, który nam pomaga w spalaniu bardzo dużej ilości kalorii, nie obciążając przy tym naszych stawów.

A dziś skupimy się na tym, o czym huczał cały internet nie tak dawno. Jako pierwsza wałbrzyszanka wystąpiłaś w programie Ninja Warrior Polska, w którym trzeba wykazać się dużą sprawnością. Skąd pomysł na udział w tego typu show?

Tym pomysłem zaraziła mnie moja podopieczna, to ona podsunęła mi myśl wzięcia udziału w tym programie. Jako trenerka – byłam przecież sprawna. Zadziało się to trochę pod wpływem impulsu. Weszłam na stronę castingową, wypełniłam swoje zgłoszenie, wysłałam swoje zdjęcia i napisałam swoją historię, jak również opisałam to, czym się zajmowałam do tej pory. Na podstawie wstępnej ankiety zostałam zaproszona na casting.

Jak wyglądał casting? Czy tak jak w programie trzeba było skakać po tych wszystkich przeszkodach?

Różni się troszeczkę. Nie jest to takie ogromne wyzwanie czy przedsięwzięcie jak w programie. Jest to przede wszystkim test sprawnościowo-wytrzymałościowy, w którym sprawdzana jest nasza siła, nasza sprawność, nasza koordynacja ruchowa, nasza wytrzymałość. Trzeba było na przykład ileś razy podciągnąć się. Były skoki, wyskoki, biegi, pompki. Dużo sprawnościowych rzeczy. Udało mi się to przejść, więc po całym tym castingu zostałam poproszona o wzięcie udziału w programie. Chociaż – nie ukrywam – było to dla mnie zaskoczenie, bo było bardzo dużo uczestników, którzy biorą udział w biegach przeszkodowych, którzy trenują pod tego typu rzeczy. Natomiast ja pod tym kątem jestem „świeżynką”. Nigdy nie brałam udziału w takich treningach, czy zawodach – to była dla mnie nowość. Tego typu programy jedynie oglądałam, byłam zafascynowana siłą i sprawnością uczestników. Jak wyszłam z castingu, to myślałam, że chyba do mnie nie zadzwonią. Stało się inaczej.

Jak to wyglądało później? Ile miałaś czasu między castingiem a nagraniem programu na przygotowanie się?

Oj, niewiele. Jak otrzymałam informację, że dostałam się do programu, to było zaledwie tydzień. Na te przygotowania nie miałam za dużo więc czasu. Pojechałam na tor przeszkód, gdzie próbowałam poćwiczyć przede wszystkim chwyty i swingi, loty. To były rzeczy, z którymi ja nie miałam do tej pory żadnego doświadczenia. Starałam się to przećwiczyć, przygotować sobie chwyt, przygotować sobie dłonie. Sprawdzić ile mam tej siły na przeskakiwanie z przeszkody na przeszkodę. Miałam chwilę, żeby pod tym kątem się przygotować. Taki krótki czas to żaden czas, jeśli chodzi o przygotowania.

To przejdźmy do samego programu. Ile spędziłaś tam czasu? Czy to faktycznie tak wygląda –  jak dla nas widzów – ułamek sekundy, rach ciach i po wszystkim?

Wygląda to zupełnie inaczej. Nagranie tego całego odcinka zajmuje sporo czasu. Trwało to praktycznie 12 godzin. Od 8:00 do 20:00 byliśmy na planie, na tym torze. W trakcie całych nagrań były również nagrywane różnego rodzaju wywiady. Mało kto wie, ale jest również taka aplikacja Ninja Warriors i w tej aplikacji można podejrzeć każdego uczestnika.

Ciebie również?

Również mnie. Były nagrywane wywiady pod tą aplikację, można podglądnąć różne zajawki w czasie programu. Nagrywaliśmy okrzyk Ninja Warriors, były również zdjęcia w szatni i rozmowy dziewczyn czekających na swój występ. Było również nagrywanie backstage’u –  jak dopingowaliśmy uczestników, którzy byli na torze. Były również nagrywane rozgrzewki. Wyjście na tor i jego przejście każdemu uczestnikowi nie zajmowało więcej jak trzy minuty.

Czy wcześniej pozwolono wam wypróbować ten tor?

„Zrobienie” tego toru jest na żywioł. Jedynie jak weszliśmy na halę, to byli testerzy. Pokazywali jak daną przeszkodę pokonuje się i co trzeba zrobić. Natomiast my nie mieliśmy możliwości, żeby wejść i choć raz przetestować. Nasz start był na żywioł.

Dziękuję za rozmowę.

W dalszej części wywiadu Roksana opowiada o tym, co czuła gdy weszła na platformę i jakie założyła sobie cele. Czy woda, do której wpadła była zimna? Poznacie również skuteczne rady trenerki na temat tego, jak zadbać o siebie po zimie i po czasie spędzonym w lockdownie. Zeskanuj kod QR i oglądaj pełen wywiad.