Filharmonia znów zaskoczyła i oczarowała melomanów.
autor publikacji i zdjęć: Paweł Szpur
Symfoniczna autonomia kina i cyfrowej rozrywki
Na dobry film składa się wybitna obsada, przejmująca gra aktorska oraz scenariusz, który trzyma w napięciu do ostatnich sekund. Z kolei doskonała gra komputerowa oferuje wciągającą rozgrywkę, od której trudno się oderwać, gdy pokonujemy kolejne poziomy w wirtualnych światach. Obie te dziedziny współczesnej kultury łączy jednak coś znacznie głębszego i bardziej uniwersalnego – genialna muzyka. Choć powstaje zmyślnie, by wypełniać ciszę taśmy filmowej lub podbijać emocje gracza, w swoich najwybitniejszych przejawach zyskuje pełną autonomię artystyczną. Wystarczy jeden motyw rytmiczny, rozpoznawalna fraza melodyczna czy symfoniczne spiętrzenie dźwięków, a obraz staje się zbędny. Muzyka zaczyna żyć własnym życiem, budząc w wyobraźni słuchaczy natychmiastowe, żywe obrazy.
W ten sierpniowy wieczór sala koncertowa Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu stała się przestrzenią niezwykłej podróży. Zorganizowany na zwieńczenie wakacji koncert „Pożegnanie lata: Muzyka z gier i filmów” w wykonaniu wałbrzyskich symfoników pod batutą maestro Adama Domurata udowodnił po raz kolejny, że łamanie gatunkowych barier to jedna z największych sił wałbrzyskiej instytucji.

Kosmiczna lekkość i tajemnice mistyków
Wykonywanie muzyki filmowej przez orkiestrę symfoniczną bywa pułapką – łatwo ulec pokusie nadmiernego powielania kinowego podniosłego hałasu. Tymczasem początek wieczoru przyniósł zaskoczenie najwyższej próby. Słynny motyw przewodni z „Gwiezdnych Wojen” Johna Williamsa, otwarcie rozpoznawalny pod każdą szerokością geograficzną, nie zabrzmiał z oszałamiającym, potężnym przytupem, do jakiego przyzwyczaiły nas głośniki kinowe. Wałbrzyscy wirtuozi pod batutą Adama Domurata zaoferowali interpretację pełną niezwykłej lekkości, precyzji i szlachetnego, symfonicznego oddechu. To nie był czołg taranujący uszy słuchacza, lecz kunsztownie poprowadzona, jasna fraza. Pozostając w uniwersum George’a Lucasa, orkiestra płynnie przeszła do tematu reprezentującego młodszą generację sagi, pokazując pełną paletę barw brzmieniowych.
Prawdziwym sprawdzianem dojrzałości i zgrania zespołu okazała się jednak kompozycja Hansa Zimmera „Chevaliers de Sangreal” z soundtracku do „Kodu Leonarda da Vinci”. Wykonanie tego utworu wymaga od muzyków absolutnej płynności i wyczucia narastającego stopniowo napięcia. Wałbrzyscy symfonicy zagrali go w sposób perfekcyjny – muzyka dosłownie rozpływała się w powietrzu, hipnotyzując zgromadzoną publiczność. Dopełnieniem tej mistycznej atmosfery stały się słynne, głębokie dzwony, które w sali koncertowej zabrzmiały wręcz majestatycznie i przejmująco.
Od lasów Sherwood po wzburzone oceany
Pierwsza część koncertu przyniosła ogromną dawkę przygodowej energii. Wyjątkowo ekscytująco zaprezentowała się suita z filmu „Robin Hood: Książę Złodziei” Michaela Kamena, pełna romantycznego zacięcia i heroicznych zrywów. Prawdziwym apogeum tej części programu stała się jednak nieśmiertelna suita z „Piratów z Karaibów: Na krańcu świata”.
Był to absolutny popis sekcji perkusyjnej oraz smyczkowej Filharmonii Sudeckiej. Mroczna, groźna atmosfera budowana przez potężne uderzenia w kotły w połączeniu z dynamicznymi, chropowatymi pociągnięciami smyczków malowała przed oczami słuchaczy obraz wzburzonych, czarnych wód korsarskiego świata. Jednocześnie orkiestra potrafiła w ułamku sekundy zmienić nastrój, przechodząc do epickiego, świetlistego finału przedstawiającego zalaną słońcem, przepiękną zieloną wyspę. Zróżnicowanie dynamiki i ładunek emocjonalny tej suity nagrodzono zasłużonymi brawami.
Cyfrowe światy i polski rodowód
Druga połowa wydarzenia wyraźnie pokazała, jak ważnym i rozwiniętym medium stała się muzyka komponowana na potrzeby gier komputerowych. Szczególnie mocnym akcentem był polski wkład w ten dynamiczny rynek. Publiczność miała okazję usłyszeć rewelacyjną kompozycję Piotra Musiała z gry „Frostpunk”. Trudny, pełen chłodu i melancholii motyw ukazał dojrzałość wałbrzyskiej orkiestry w interpretacji współczesnych, nieoczywistych faktur dźwiękowych.
Nie mogło zabraknąć również flagowego okrętu polskiego gamingowej kultury – muzyki z gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”. Słowiańska nuta, pełna dzikości i nostalgii, w symfonicznej aranżacji zabrzmiała monumentalnie i szlachetnie, przywołując najlepsze tradycje rodzimej muzyki filmowej i ilustracyjnej.
Ekstaza dęciaków i mroczny rycerz
W repertuarze widowiska poświęconego popkulturze nie mogło zabraknąć motywów o superbohaterach. Muzyka z filmów o przygodach grupy „Avengers” (autorstwa Alana Silvestriego) postawiła wysokie wymagania sekcji instrumentów dętych. Muzycy musieli wznieść się na wyżyny swoich możliwości i zrobili to bezbłędnie – epatująca energią gra „dęciaków” wywoływała na plecach słuchaczy prawdziwe ciarki.
Swoiste przeżycie katarktyczne przyniósł motyw z filmu „Waleczne serce” (Braveheart) Jamesa Hornera. To klasyk przez wielkie „K” – poruszająca, oparta na tradycyjnym motywie melodia w wykonaniu wałbrzyszan wycisnęła z niejednego melomana łzę wzruszenia, stanowiąc jeden z najpiękniejszych punktów całego programu. Z kolei miłośnicy mroczniejszych klimatów otrzymali monumentalną suitę z „Mrocznego Rycerza”. Tutaj waltornie i sekcja dęta blaszana wykonały wręcz genialną pracę. Napięcie, gęstniejący mrok i aura zagrożenia wisiały w powietrzu sali koncertowej, udowadniając, jak potężnym narzędziem narracyjnym potrafi być dobrze poprowadzona orkiestra symfoniczna. Eleganckim, dostojnym dopełnieniem całości był z kolei wyważony motyw z popularnego serialu „The Crown”, zaprezentowany z należytą estetyką i dworskim szykiem.
Drobne szlify na przyszłość
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej po raz kolejny dowiodła, że jej kunszt i wszechstronność stoją na najwyższym poziomie. Dla wałbrzyskich muzyków nie ma znaczenia, czy na pulpitach znajdują się partytury Bacha, Beethovena, czy też współczesnych klasyków kina i gier video – każda nuta traktowana jest z najwyższą uwagą i artystycznym pietyzmem.
W tym niemal idealnym wieczorze zabrakło tylko jednego elementu: przewodnika, narratora lub prowadzącego z prawdziwego zdarzenia. Koncert tej klasy zyskałby jeszcze więcej, gdyby pomiędzy poszczególnymi utworami pojawił się głos, który w lekki sposób przybliżyłby kulisy powstawania poszczególnych produkcji, opowiedział „smaczki” z planów filmowych czy zdradził anegdoty o samych kompozytorach. Tego typu narracyjny pomost pozwoliłby słuchaczom jeszcze głębiej wejść w świat prezentowanych utworów.
Niemniej jednak, „niedociągnięcie” to jest jedynie drobnym detalem organizacyjnym, który z łatwością można dopracować przy kolejnych edycjach. Pod względem stricte muzycznym Filharmonia Sudecka znów zaskoczyła, zachwyciła i pożegnała lato w najlepszym możliwym stylu.

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”
