Zero siedem, czyli nostalgia, kryminał na gokartach i nowe premiery.
autor publikacji i zdjęć: Paweł Szpur
Wałbrzyski Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego to miejsce, w którym artystyczna energia nigdy nie gaśnie. Doskonałym tego dowodem był spektakl „Zero Siedem” w reżyserii Agaty Puszcz. Choć nie była to premiera, widownia wypełniła się niemal po brzegi. To niezwykle budujące zjawisko dowodzi, jak trafny i społecznie potrzebny był to wybór. Warto przypomnieć, że ta sztuka z fenomenalnym tekstem Jarosława Murawskiego została wyłoniona w otwartym głosowaniu przez samych widzów w cyklu „Prawybory u Szaniawskiego” (uzyskując drugi wynik tuż po „Draculi” w reż. Zdenki Pszczołowskiej).
Kolaż pamięci i demitologizacja PRL-u
„Zero Siedem” to fascynująca i wielowymiarowa struktura kolażu. Śledztwo, dawne wspomnienia, osobiste projekcje i plan inscenizacji filmowej nieustannie się tutaj przenikają, zacierając granice między teraźniejszością a przeszłością. Twórcy sprytnie wykorzystują figurę Porucznika jako punkt wyjścia do złożonej opowieści o pamięci epoki i mechanizmach tworzenia zbiorowych wyobrażeń. Postać głównego bohatera jest precyzyjnie zawieszona pomiędzy konkretnym milicjantem a uniwersalną figurą męskiej fantazji. Nie jest to jednak prosta gra z popkulturową ikoną. Twórców interesuje przede wszystkim ten moment, w którym nasz sentyment zderza się z trudnym pytaniem: co my właściwie podziwialiśmy w dawnych czasach? W tym sensie „Zero Siedem” okazuje się spektaklem o samym patrzeniu w przeszłość i o tym, jak ludzka pamięć porządkuje stare klisze.
Scenograficzny majstersztyk i pościg na gokartach
Od pierwszej chwili uwagę widza bezwzględnie kradnie nietuzinkowa scenografia autorstwa Weroniki Ranke. Została ona zbudowana niezwykle konstruktywnie – dzięki jej plastyczności w jednym miejscu znajdowaliśmy się w kilku przestrzeniach. Ściana z oknami, służącymi jako wnętrze pokoju, po zamknięciu płynnie stawała się wielkim ekranem dla rzutnika. Dzięki temu fantastycznie operowano warstwą wideo (za którą odpowiadają Agata i Piotr Bartos). Na ogromne uznanie zasługuje wręcz pedantyczna dbałość o detale z PRL-u: masywne biurko, stary telefon z tarczą, charakterystyczny rozkładany tapczan czy wymowna mapa Polski z 49 województwami na ścianie. Początkowo widzowie mogli się zastanawiać, po co na scenie zbudowano drewniane podjazdy. Odpowiedź pojawiła się w trakcie akcji i wywołała na widowni salwy szczerego śmiechu. Konstrukcje te posłużyły do brawurowej, na wskroś komicznej sceny pościgu… zrealizowanej na gokartach, które zgrabnie mieściły się na scenie!
Wybitne aktorstwo z duszą i sercem
Cała ta oprawa nie miałaby znaczenia, gdyby nie wybitna gra zespołu, który wystąpił z duszą i sercem. Mateusz Flis świetnie odnalazł się w roli Porucznika, umiejętnie balansując na granicy pastiszu. Na absolutne owacje zasługuje jednak Rafał Kosowski – jego kreacja Majora to aktorski majstersztyk, który kradnie każdą scenę. Znakomicie wtórował mu Piotr Mokrzycki grający Zupkę. Ogromnym atutem spektaklu są role kobiece. Panie spisały się rewelacyjnie: Dominika Zdzienicka brawurowo wcieliła się w „kobiety Porucznika”, Urszula Gryczewska olśniewała wokalnie jako Gwiazda Estrady, a Irena Sierakowska wnosiła czystą sceniczną prawdę jako Ewa. Po wyjściu z teatru czuliśmy satysfakcję i… celowy niedosyt. Nadal bowiem nie wiemy, jak na imię miał Major, i nie wiemy, kto ostatecznie zabił Porucznika!
Pokaz ten był jednym z elementów kończącego się już Przeglądu premier SZANIAWSKX, który odbył się pod hasłem MOC. To była doskonała okazja, by sprawdzić, czym żyje nasza scena, nadrabiając cały miniony sezon 2025/2026. MOC nie była zwykłym podsumowaniem. Była to platforma do dialogu o tym, jakie historie wybieramy i dlaczego teatr poza metropoliami musi mówić głośno i wyraźnie. Zdecydowanie warto, by „Szaniawski” powtarzał ten cykl co roku!

Nadchodzi nowa premiera: „LUBIEŻNIK”
Zespół ani myśli zwalniać tempa, a przed nami zapowiada się kolejna, absolutnie wyśmienita premiera! Już 23 października 2026 r. na Scenie Kameralnej zadebiutuje „LUBIEŻNIK. OPIS PODRÓŻY TAJEMNEJ Z PRZYSTAJNI DO BAZYLEI”. Za koncepcję odpowiada duet pilgrim / majewski (Seb Majewski jest autorem reżyserii i przestrzeni). Dramaturgię opracował Tomasz Jękot, a unikalne kostiumy Józef Gałązka. Niesamowitą muzykę w formie koncertu na żywo stworzy niezawodny zespół Polpo Motel, czyli Olga Mysłowska i Daniel Pigoński. Na scenie pojawi się doborowa obsada: gościnnie Julian Boduszek oraz filary naszego teatru: Angelika Cegielska, Mateusz Flis, Rafał Gorczyca, Rafał Kosowski, Wojciech Marek Kozak, Piotr Mokrzycki i Marta Moś.
Trudna historia Mariana Henela i narodziny art brut (+18)
Spektakl inspirowany jest tragicznym życiem i sztuką artysty naiwnego, Mariana Henela. To brutalny obraz determinacji, w której toksyczne środowisko nieuchronnie niszczy jednostkę. Główny bohater, Edzio, z powodu fizycznej ułomności i całkowitego wykluczenia, zostaje sprowadzony przez prowincjonalną społeczność do roli przedmiotu służącego niezaspokojonym popędom. Traumatyczne dzieciństwo we wsi Przystajń kładzie się cieniem na całym jego życiu. Edzio ląduje w trybach najokrutniejszej machiny historii: przeżywa koszmar nazistowskiego obozu koncentracyjnego, wchodzi w mrok stalinowskiego aparatu ucisku, doświadcza pracy w komunistycznym PGR-ze, by w końcu trafić do zamkniętego szpitala dla chorych psychicznie i upośledzonych umysłowo.
Paradoksalnie to właśnie tam, w absolutnej izolacji podczas zajęć terapeutycznych, zaczyna on tworzyć zjawiskowe, hipnotyzujące fotografie i misterne gobeliny. Jego prace stają się niesamowitymi obiektami sztuki naiwnej, docenianymi za granicą i zasilającymi najbardziej prestiżowe zbiory art brutu w szwajcarskiej Bazylei. Sam autor jednak w komercyjnym świecie rynku sztuki nigdy nie zafunkcjonuje, a jego los bezpowrotnie rozpłynie się w mroku niepamięci. Ze względu na wstrząsającą i drastyczną tematykę wykluczenia, przedstawienie jest przeznaczone wyłącznie dla widzów pełnoletnich (+18).
Czeka nas wydarzenie mocne, potrzebne i niezwykle trudne. Teatr Szaniawskiego znów zmusza nas do refleksji, od której nie uciekniemy.

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury”


