Rozmowa z Arturem Dutkiewiczem
Rozmowa z Arturem Dutkiewiczem – polskim pianistą jazzowym i kompozytorem prezentującym współczesną muzykę kontemplacyjną w połączeniu z wizualizacjami, a także pedagogiem.
Rozmowa odbyła się po koncercie NOWOSIELSKI Audiovisual Misterium w 100-lecie urodzin Mistrza w Filharmonii Sudeckiej.
Kiedy i gdzie narodził się pomysł stworzenia takiego koncertu?
Pomysł narodził się w kościele w Wesołej, który jest cały wypełniony ikonami Nowosielskiego, gdzie ołtarz stanowi wielka ikona i mnóstwo ikon oraz polichromii różnych obrazów. Tam – w tej przestrzeni, w takim nietypowym kościele narodził się pomysł. Wówczas chciałem połączyć tą muzykę z przestrzenią, która była bardzo duchowa. Zainteresowałem się wtedy bardzo Nowosielskim, było to parę lat temu. Akurat w tym roku jest rok Nowosielskiego. Pomyślałem więc, by to nad czym pracuję, pokazać. To mnie dopingowało. Nowosielski mówił, że obrazy, ikony odnoszą się do czegoś, co jest większe od ikony i uważam, że z muzyką jest tak samo. To jest wyjście, odniesienie poza to czym się posługujemy – czyli muzyką i malarstwem.
Dlaczego pięć utworów i o takich tytułach?
Chodziło o to, żeby każdy utwór miał około 14, 15 minut. Wtedy jest czas na medytacje. Każdy utwór jest inny. Pomyślałem, że to jest czas kiedy człowiek może się wyciszyć. Na początku jest bardzo duży hałas w głowie i dużo myśli. Gdzieś po dziesiątej minucie, po piętnastej, człowiek się uspokaja. Zależało mi na tym, aby były to dłuższe utwory, normalnie gramy bardzo krótkie. Tutaj medytacje zaczęły się od „Przebudzenia”, takiego bardzo wolnego utworu. Potem był „Pokój”, „Tęsknota”, „Uniesienie” i „Pełnia” na sam koniec.
Ciężko było znaleźć grafika, który zobrazuje to, co instrumenty zagrają?
Andrzej Wąsik jest fanem Nowosielskiego, jest też malarzem. Z Andrzejem współpracowaliśmy już wcześniej, jemu ten temat bardzo „leży”. Jest pasjonatem, a ten projekt jest zgodny z jego zamiłowaniami.
Jak się czujecie, kiedy na takim koncercie (W FILHARMONII SUDECKIEJ) publiczność klaszcze tak długo, abyście wyszli na bis?
To się zdarza na prawie każdym koncercie. Jest nam bardzo miło. Gramy wtedy coś, co pasuje do ogólnej atmosfery. Muzyka jazzowa jest improwizowana. Można sobie poukładać improwizację jak się chce. Oddajemy publiczności to, co nam dała. Jest to forma podziękowania.
