Za co kochamy skoki

Za co kochamy skoki

Ten sport uprawia w Polsce nieco ponad 200 zawodników, a mimo to przyciąga przed telewizory w naszym kraju kilka milionów widzów. Temat skoków narciarskich wbrew pozorom jest bardzo pojemny i skomplikowany, więc postaramy się go niego skompresować. Jedno jest pewne… kochamy skoki narciarskie.

Trochę historii

Najprawdopodobniej, jak podają źródła, między 1044 a 1066 rokiem, według legendy opisanej w norweskich opowiadaniach królewskich, pierwszy skok na śniegu wykonał narciarz Heming, ratując się przed śmiercią na stromym stoku wyspy Bremengen. Kolejne zapiski – kapitana holenderskiej marynarki Corneliusa de Jonga – pochodzą dopiero z 1796 roku i opisują ćwiczenia wojskowe norweskich żołnierzy pod Trondheim. Żołnierze ćwiczyli wówczas skoki z ośnieżonego dachu szałasu. Sport ten zyskał status oficjalnej konkurencji narciarskiej prawie 32 lata po oddaniu pierwszego skoku na nartach, bowiem dopiero w 1892 roku władca Szwecji i Norwegii – Oskar II z dynastii Bernadotte zdecydował się ufundować tak zwany „Puchar Króla” dla najlepszego skoczka w organizowanych co roku zawodach. Z kolei pierwsza większa skocznia została zbudowana w Holmenkollen, gdzie 31 stycznia 1892 rozegrano pierwszy konkurs skoków. Podczas niego najdalej skoczył Arne Ustvedt (21,5 metra). Pierwszy stały próg, a zarazem prototyp skoczni narciarskiej, powstał w 1840 roku w norweskiej miejscowości Telemark. W tej samej okolicy, w wiosce Morgedal, w 1825 roku urodził się Sondre Nordheim, dla Norwegów ojciec narciarstwa klasycznego, dla innych skoczek, od którego wyczynów zaczęto notować rekordy długości lotu narciarskiego.

Jak to było w Polsce

W Polsce skoki na nartach zostały zapoczątkowane już w 1908 roku, kiedy to odbył się pierwszy konkurs w Sławsku, a jego laureatem został Leszek Pawłowski. W dwa lata później we Lwowie wybudowano pierwszą profesjonalną w naszym kraju skocznię narciarską. W 1921 roku powstała kolejna, tym razem duża skocznia (oczywiście biorąc pod uwagę ówczesne warunki) i zlokalizowano ją w Dolinie Jaworzynki. Ale to oczywiście Zakopane jest niekwestionowaną polską stolicą skoków narciarskich. W 1925 roku powstała tutaj pierwsza skocznia, czyli Wielka Krokiew, która jest użytkowana do dzisiaj. Obecnie Wielka Krokiew nosi imię Stanisława Marusarza, sławnego polskiego skoczka narciarskiego. Projekt tej skoczni został wykonany przez Karola Stryjeńskiego. Jej punkt konstrukcyjny to 120 metrów i tym samym jest to największa skocznia, jaka znajduje się na terenie Polski. Konkurs inauguracyjny skokiem na odległość 36 metrów wygrał Stanisław Gąsienica Sieczka. I właśnie ta skocznia zapoczątkowała ideę skoków narciarskich w Polsce i jest ich swoistym pomnikiem. Poza tym w latach 1929, 1939 oraz 1962 odbyły się na niej Mistrzostwa Świata w… narciarstwie klasycznym. W 1950 roku w Zakopanem powstał Kompleks Średniej Krokwi, któremu nadano imię Bronisława Czecha.

Polscy skoczkowie

W Polsce skoki mają ogromną tradycję. Wojciech Fortuna w 1972 w Sapporo zdobył dla Polski pierwszy złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Na kolejne olimpijskie podium trzeba było czekać aż 30 lat, a czarną serię przerwał niesamowity Adam Małysz, który uplasował się na drugiej i trzeciej pozycji w Salt Lake City. „Orzeł z Wisły” dwa srebrne krążki przywiózł również osiem lat później z Vancouver, później wielkie sukcesy zaczął święcić Kamil Stoch, który w Soczi wywalczył dwa złote medale.

Czas na rewolucję

Wyjazd z dziupli, najazd bez torów lodowych, czapeczka bez kasku i po wyjściu z progu równoległe prowadzenie nart. Właśnie tak wyglądały skoki narciarskie 49 lat temu, gdy 11 lutego 1972 roku złoto olimpijskie na Okurayamie wywalczył Wojciech Fortuna. Później nastąpiła rewolucja, która jest do dziś. Wówczas jako pierwszy, w połowie lat 80-tych ubiegłego wieku, inny styl skakania – w kształcie litery V – zaproponował Szwed Jan Bokloev. Sędziowie w tamtych czasach dawali mu fatalne noty za styl. Zmiana jednak przyjęła się, ponieważ zapewniała lepsze odległości. Tak właśnie skakał Adam Małysz. Teraz czas na kolejną innowację – narty w kształcie litery H. W tym stylu zawodnicy starają się bardziej równolegle prowadzić narty. Robi to między innymi Słoweniec Domen Prevc, Norweg Marius Lindvik, a w polskim zespole Kamil Stoch czy ostatnio – zwłaszcza w środkowej fazie lotu – również Piotr Żyła.

Close Menu